środa, 30 listopada 2011

Gienek Loska gościem Zwierzeń Rockmana

Gościem poniedziałkowej audycji „Zwierzenia Rockmana”, będzie charyzmatyczny wokalista, zwycięzca pierwszej polskiej edycji programu X-Factor, Gienek Loska. Artysta pięć miesięcy po zwycięstwie wydał swój debiutancki album - "Hazardzista"! Płyta ukazała się pod szyldem „Gienek Loska Band”. Jest to z jednej strony lekcja klasycznego rock'n'rolla, wywiedzionego od Allman Brothers i Led Zeppelin, ale z drugiej wierność własnym korzeniom. Możemy usłyszeć tu echa twórczości największych polskich wykonawców muzyki blues rockowej. O przeszłości, przygodzie w muzycznym show i nowej płycie porozmawiamy już w poniedziałek 5 grudnia. Zapraszam serdecznie!

"Zwierzenia Rockmana" w każdy poniedziałek od 20.00 na antenie Radia Aktywnego.

Gorąco zachęcam do polubienia fanpage'a audycji na facebook-u :)
http://www.facebook.com/pages/Zwierzenia-Rockmana/172837966137567

wtorek, 29 listopada 2011

Strefa Mocnych Wiatrów - koncert 16.12.2011


Zapraszam na koncert zespołu Strefa Mocnych Wiatrów 16.12.2011 
Jeśli lubicie rockowe klimaty i świetną zabawę, podczas koncertu - nie możecie tego przegapić!
Serdecznie polecam.



Więcej informacji o zespole: http://www.strefamocnychwiatrow.pl/


sobota, 26 listopada 2011

Believe gościem audycji 28.11.

W kolejnej odsłonie “Zwierzeń Rockmana”, kontytunowany będzie cykl “Listopad z progrockiem”. Gościem audycji będzie zespół Believe, będący w absolutnej czołówce polskiego progrocka. Zachęcamy do zapoznania się z działalnością zespołu, a szczególnie gorąco do nadsyłania pytań. Te można przesyłać na adres damian.ciura@radioaktywne.pl (do niedzieli) lub bezpośrednio na fanpage’u podczas audycji. Nie przegapcie! Zwierzenia Rockmana w każdy poniedziałek od 20.00 na antenie Radia Aktywnego.

Oficjalna strona zespołu: http://www.believe.com.pl/

środa, 23 listopada 2011

Podsumowanie audycji nr 17 i zaproszenie na wywiad z zespołem Believe

W ostatniej audycji "Zwierzeń Rockmana" kontynuowaliśmy cykl "Listopad z progrockiem". Playlista poniżej, a ja już teraz zapraszam Was na kolejną odsłonę, w której będziemy gościć zespół Believe. Zachęcam do zapoznania się z działalnością zespołu! [ http://www.believe.com.pl/ ] Pytania kierowane do gości można przesyłać na adres damian.ciura@radioaktywne.pl (do niedzieli) lub bezpośrednio na fanpage'u podczas audycji.




Playlista „Zwierzenia Rockmana” [nr 17]

Love de Vice – Hermit
Riverside – Conceiving You
Arena – The Tinder Box
Sylvan – I Still Believe
Believe – Mother
Collage – Living in the moonlightPublikuj posta
Arena – What if
Opeth – Hope leaves


poniedziałek, 21 listopada 2011

Zapowiedź audycji (21.11.2011)

Dzisiejsza audycja niestety będzie bez gościa. Dlaczego? Wszystkiego dowiecie się podczas audycji. Będzie natomiast fajna progrockowa muzyka i konkurs. Do wygrania płyta zespołu Love de Vice - Numaterial (gościa poprzedniej audycji) i zapowiedź zespołu, który będzie nam się zwierzać w następnym tygodniu. Jaki to zespół? Warto posłuchać audycji! Powiem tylko, że jest on godny uwagi. Dziś wyjątkowo mało mojego gadania, sporo muzyki :) Zapraszam serdecznie godzina 20:00, Radio Aktywne :) Piękna playlista już ułożona. W audycji wspomnę również kilka słów o nowej płycie zespołu Arena. Możecie być pewni, że też coś zagram z "The Seventh Degree of Separation", który dziś ma oficjalną premierę.

Kontakt z prowadzącym (w trakcie audycji), najlepiej poprzez fanpage'a audycji :) Zapraszam!

wtorek, 15 listopada 2011

Relacja z koncertu zespołu Arena

Z delikatnym opóźnieniem wynikającym z moich problemów zdrowotnych, pragnę przedstawić Wam relację z koncertu zespołu Arena (Warszawa, Progresja 8.11.2011). Zachęcam do lektury ! Relacja jest stosunkowo szczegółowa i zawiera ona fragmenty recenzji nowej płyty "The Seventh Degree of Separation", (którą niebawem również zaprezentuję). Płytę można było nabyć w kuluarach klubu. W chwili obecnej jest jeszcze niedostępna w sklepach - ukarze się 28 listopada, dlatego też niewiele chcę zdradzać, jaka jest całość materiału. Warto jednak poczekać i nabyć tę krążek!


Arena - Warszawa, Klub Progresja, 8.11.2011 

W mroźny listopadowy wieczór frekwencja nie powalała na kolana, tragedii jednak nie było. Aż, dziw bierze, że Progresja nie wypełniła się po brzegi. Tym razem nie było ani zdeptanych butów, ani łokci w żebrak. Inna sprawa, to fakt, że zdecydowana większość audytorium to kulturalnie, starsi Panowie. Jednak, w moim odczuciu, tak nagłaśniany w mediach koncert, powinien cieszyć się zdecydowanie większym zainteresowaniem. W końcu Arena to bez wątpienia  jeden z najbardziej znanych brytyjskich zespołów neo-progresywnych. Niestety rock progresywny jeszcze nie cieszy się u nas, tak dużą sympatią jak na zachodzie. Mam nadzieję, że to kwestia czasu, kiedy zawita na dobre w naszych odtwarzaczach. Niemniej jednak, nieco ponad stu fanów Areny, przybyło tego wieczoru, aby posłuchać, w jakiej kondycji obecnie jest zespół. Bowiem w jego szeregach doszło do przetasowania. Nowy materiał powstawał już przy udziale nowego wokalisty, Paula Manzi (Oliver Wakeman Band). W tym roku również miała miejsce zmiana na pozycji gitarzysty basowego. Iana Samolona zastąpił John Jowitt, który był członkiem Areny w latach 1995-1998. Koncerty w Polsce były rzecz jasna częścią  "The Seventh Degree Of Separation" Tour, związanego z wydaniem nowego albumu.


Obcować z takimi tuzami muzycznego świadka, jak Nick Pointer (założyciel legendarnej kapeli Marillion), Clive Nolan (Shadowland, Pendragon, Caamory),  John Jowitt (IQ i Jadis) i John Mitchell (The Urbane, KINO, It Bites, John Wetton Group) to nie lada gratka dla fana rocka progresywnego. Przed wielkim show gwiazdy wieczoru, jako support wystąpił polski Believe. Zespół, który zdobywa sobie coraz większą popularność wśród fanów ambitnego rocka. Kapela, która występowała już u boku samego Fisha (ex-wokalista Marillion). Naturalnie w pełni na to zasługując. Przed koncertem mocno wierzyłem, że Believe mnie nie zawiedzie. Nazwa w końcu zobowiązuje. Tak też się stało. Progrockowa formacja, pod dowództwem doświadczonego Mirosława Gila (ex-Collage) rozbujała publiczność zgromadzoną pod sceną. Wielu zgromadzonych, nie znając warszawskiej grupy, bawiła się rewelacyjnie. W późniejszych rozmowach, bardzo dobrze wypowiadano się na temat ich występu. Nie ukrywam, że wielu ze zgromadzonych tego wieczoru w Progresji, nie znała dokonań zespołu. Było to dla nich muzyczne novum. Wielu z nich było zdziwionych. Gitara i skrzypce, w muzyce rockowej? Pytali z niedowierzaniem. Jednak szybko przekonali się, że to wyrafinowane połączenie. Dodatkowo widząc uroczą Satomi, wydobywającą cudowne dźwięki ze swoich skrzypiec, nie tytko słuchali, ale i patrzyli z niedowierzaniem. Gil i spółka zagrali bardzo dobry set. Nieco ponad godzinę, solidnego rocka. Jednak, zdecydowana większość czekała na gwiazdę wieczoru.

Po niespełna dwudziestu minutach, uprzątnięciu instrumentów zespołu Believe i nastrojeniu instrumentów gwiazdy wieczoru, nagle nastaje ciemność. Muzycy wychodzą na scenę. W tle słyszymy cyrkową melodyjkę rodem z Monty Pythona. Jednak utworem otwierającym koncert był „The Great Escape” z nowego albumu. Ten spotkał się z umiarkowanym zainteresowaniem. Szkoda, bowiem Paul zaśpiewał go rewelacyjnie. Utwór, bardzo szybko wpadający w ucho, ciekawie zaaranżowany. Niestety z taką reakcją Arenie przyszło grać większość piosenek z nowego albumu. Publiczność nie znając nowych piosenek (album oficjalnie jeszcze nie jest w sprzedaży, można było ją nabyć w kuluarach klubu) nie okazywał młodzieńczej radości. Nie oznacza to, że wszyscy stali z założonymi rękoma. Warto jednak wspomnieć, że były utwory z „The Seventh Degree of Separation”, przy których publika reagowała bardzo żywiołowo. Tak było chociażby przy energicznych kompozycjach „The Tinder Box”, „Burning Down” i końcówce „Rapture”. Choć dopiero przy przebojowym „Crack In The Ice” i nastrojowym „Breathe” wśród audytorium solidnie zawrzało. Trzeba przyznać, że Paul świetnie poradził sobie z kompozycjami wcześniej śpiewanymi przez Roba Sowdena. Trudno ocenić, czy wykonał je lepiej, niż w oryginale? Nie starał się małpować na siłę maniery wokalnej swojego poprzednika. Był prawdziwy w tym, co robił na scenie. Należy również napomknąć, że po pierwszy utworze, Paul przywitał się z fanami w języku polski „Dzień dobry Warszawa”, co było niezwykle sympatycznym gestem. Początek koncertu jednak nie był oszałamiający, aczkolwiek należy uznać go za udany. Wreszcie zespół pokusił się na odegranie „City of Lanterns” z bezpośrednim przejściem w jedyny w swoim rodzaju „Riding the Tide”. Przy tym ostatnim moje uszy doznały muzycznego orgazmu. A wszystko za sprawą klawiszowych popisów Clivea Nolana. Należy wspomnieć, że podczas koncertu, kilka momentów zostało zupełnie odmiennie odegranych, niż możemy to usłyszeć na płytach studyjnych. Pojawiła się spora dawka improwizacji, szczególnie w drugiej części koncertu. Spowodowało to zdecydowanie większe zainteresowanie występem. W pierwszej części koncertu mogliśmy pokręcić nosem. Za to w dalszej odsłonie zespół brzmiał majestatycznie. Genialnie zagrane piosenki z The Visitors – tytułowy oraz instrumentalny popis Mitchella w „Serenity” rozbujały publiczność. Przez chwilę poczułem się, jakbym słyszał i widział Gilmoura na deskach warszawskiej sceny. Jeden z najpiękniejszych momentów tego koncertu. Publiczności również podobało się floydowskie wykonanie „Serenity”. Podobnie zespół wypadł w starszych kompozycjach. Z debiutanckiego krążka, zagrano „Valley of The Kings” czy „Crying For Help”. Zatem nie wypada się zgodzić z tymi, którzy twierdzą, że Paul potrafi śpiewać tylko kompozycje nagrane pod jego wodzą. Podczas występu szczególnie ten pierwszy został nagrodzony gromkimi brawami i głośnymi okrzykami „Arena, Arena, Arena”. Na twarzy wokalisty zagościł wreszcie uśmiech. 

Warto również napomnieć o perfekcyjnej synchronizacji muzyki i gry świateł, jaką można było podziwiać tego wieczoru. Przybyli do Progresji mogli nacieszyć zarówno swoje oczy jak i uszy. Aczkolwiek, najlepsze miało być dopiero przed nami. Choć zapewne wielu uzna ten moment za przełomowy. Ja jednak uważam, że następna kompozycja dopiero zatkała gęby wszystkim tym, którzy mieli jakieś wątpliwości, czy „człowiek z nikąd”, jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Paul wziął gitarę akustyczną do ręki i zaczął śpiewać „The Eyes of Lara Moon”. Szczerze, nie słyszałem nigdy w życiu, tak ciepło brzmiącego a zarazem, tak kryształowego wokalu w wersji „live”! Chociaż spodziewałem się doświadczyć, jedynie poprawnego wykonania, dość spokojnej kompozycji pochodzącej z albumu „Pepper's Ghost”, zostałem miło zaskoczony. Słuchało się tego z niezwykłą przyjemnością. Śmiało mógłbym uznać, to wykonanie, za siódmy cud świata. Paulowi wtórował rewelacyjnie tworzący klimat utworu Nolan i Mitchell, który zagrał przepiękną solówkę. Podobne odczucie miałem słuchając melodyjnego i balladowego „What If” (z nowego albumu) czy „The Visitor”, w którym John Mitchell wzbił się na wyżyny swoich umiejętności! Solówka z tego utworu to po prostu maestria. Przypomniała mi ona solówkę, odegraną przez Davida Gilmoura w utworze „Comfortably Numb”. Kunszt techniczny wszystkich członków zespołu jest niepodważalny. Świetną robotę wykonali również Jowitt i Pointer.  Naturalnie, nie obeszło się bez bisów. Na dokładkę Brytyjczycy zaaplikowali nam patetyczny „Ascension”.

Porównując nowy materiał w wersji studyjnej (zakupiony po koncercie) i wersje koncertowe, zdecydowanie na żywo prezentują się lepiej. Nowe wydawnictwo nie powala na kolana, ale mimo to uważam, że to świetna dawka dobrej rockowej muzyki. Mi osobiście brakuje, refleksyjnego głosu Sowdena, jakim chociażby czarował nas na „Contagion”. Popisów gitarowych Mitchella, jakie uskuteczniał na „The Visitors”. Przepychu dźwięków i różnorodności pomysłów (niekiedy kontrowersyjnych) jakie zawierał album „Pepper's Ghost”. Mógłbym tak zestawiać nowy materiał z innymi albumami, ale czy ma to sens? Trzeba przyjąć do wiadomości, że Arenę tworzą Ci panowie, którzy jak pokazał warszawki koncert potrafią stworzyć ekipę. Nie jest to zbieranina ludzi o nieprzeciętnych umiejętnościach indywidualnych. Arena to nadal grupa silna i zwarta. Mająca nam jeszcze dużo do zaoferowania. 


piątek, 11 listopada 2011

Love de Vice - Numaterial [2010]

Love de Vice to warszawski zespół, wykonujący muzykę osadzoną w nurcie rocka progresywnego lat 70. Niemniej jednak estetyka utworów wskazuje wyraźnie na bardzo różnorodne gusta muzyczne, poszczególnych członków zespołu. Warszawska kapela to absolutna perełka na polskim rynku muzycznym. Zespół ma na swoim koncie dwie płyty. Jedną z nich jest ostatnie dzieło zatytułowane "Numaterial" pochodzące z 2010 r.

Płyta jedyna w swoim rodzaju. Najwybitniejszy polski krążek ostatniego dziesięciolecia i jeden z najbardziej intrygujących albumów w historii współczesnej muzyki progresywnej. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich niepozbawionych muzycznej wrażliwości. Całość recenzji, możecie przeczytać na portalu rockmagazyn.pl (link poniżej). Serdecznie polecam! 

http://rockmagazyn.pl/recenzja/461,love-de-vice-numaterial.htm

Piękna, nastrojowa ballada, pochodząca z krążka "Numaterial" ... i te skrzypce Michała Jelonka.

Love de Vice w Zwierzeniach Rockmana

W poniedziałek 14.11.2011 gościem Zwierzeń będzie zespół Love de Vice - wschodząca gwiazda polskiej i europejskiej sceny prog-rockowej. W swoim dorobku mają dwie świetne płyty. "Dreamland" bardziej hard rockowy i "Numaterial" wypełniony pięknymi progresywnymi kompozycjami. Dla słuchaczy przygotowane zostaną nagrody - oczywiście tych lubiących stronkę "Zwierzenia Rockmana" :)



poniedziałek, 7 listopada 2011

Audycja nr 16 - Dookoła Świata ...

W dzisiejszych "Zwierzeniach" złamaliśmy muzyczną barierę :) Żaden z zaprezentowanych utworów nie był anglojęzyczny! Filipiński, malezyjski, czeski, rosyjski, fiński, hiszpański, grecki, argentyński, egipski :) Bariera została złamana ! yeeaaahhh a jak wiem, że Wam się bardzo podobało - jesteście super, bo ta audycja jest dla Was ! Wielkie dzięki za duży odsłuch!



Playlista:

Jaromír Nohavica - Kometa 
Vikate – Ei Enkeleita
Kino - Закрой за мной дверь, я ухожу
Los Lobos i Antonio Banderas – Cancion de Mariachi
Enanitos Verdes -  Lamento boliviano
Pyx Lax -  Epapses Agapi
Amr Diab – Khalik ma, aya
Wally Gonzalez -  Ikaw Lang
Wings - Harapan


piątek, 4 listopada 2011

Chris Cornell - nowy album bez eksperymentów?

Po ostatnich ryzykownych eksperymentach z Timbalandem, Chris Cornell na swojej kolejnej płycie zapowiada powrót "do korzeni":) Szkoda, że będzie to jedynie album akustyczny. Aczkolwiek na najnowszym krążku zatytułowanym "Songbook", mają znaleźć się utwory z czasów działalności Chrisa w Soundgarden i Audioslave :) Premiera już 18 listopada!

Więcej info: http://www.rockmagazyn.pl/aktualnosci/1595,chris-cornell-nowy-solowy-album-songbook.htm

Ja i tak najbardziej lubię jego dokonania z czasów działalności w Audioslave :)

czwartek, 3 listopada 2011

Nowa płyta i koncert zespołu Arena w Polsce już niebawem ...


 THE SEVENTH DEGREE OF SEPARATION



Wywiad z zespołem 

http://artrock.pl/wywiady/626/o_nowej_plycie_areny_duchach_wiktorianskich_historiach_i_planach_na_przyszlosc_rozmowa_z_clivem_nolanem.html

Informacje o koncercie


Informacje o trasie koncertowej

http://www.verglas.com/arenaworld/

Mój ulubiony utwór ...  :) 




... chyba dlatego, że motyw z początku utworu podobny do "Obławy" Jacka Kaczmarskiego ;) 



Amorphis w Polsce !

Już 5. listopada Amorphis w Warszawie [Progresja]. Finowie przyjeżdżają do nas, by zaprezentować swój nowy album The Beginning of Times. Więcej informacji możecie przeczytać na łamach rockmagazyn-u :) 







Retransmisje Open'erowych koncertów!

Już w listopadzie pierwsze ważne informacje dotyczące przyszłorocznej edycji Heineken Open'er Festival. Nie zapominamy jednak o tym, co działo się podczas jubileuszowego spotkania na Babich Dołach. Część koncertów, które odbyły się w dniach 30.06-3.07 została zarejestrowana i wkrótce zaprezentujemy je na stronie opener.pl.





Więcej przeczytasz na portalu rockmagazyn.pl

http://rockmagazyn.pl/aktualnosci/1577,retransmisje-openerowych-koncertow.htm